niedziela, 27 września 2009

I DON'T LIKE WHERE THIS BLOG IS GOING.


well, i ain't.
postaram się dzisaj w nadchodzącym tygodniu skrobnąć jakiegoś updejta bliższego założeniom bloga.

środa, 23 września 2009

it's time, mr. freeman

wake up. wake up and smell the ashes.
trza się ogarnąć. albo zamknąć i nie wychodzić.

NIE UMIEM NIE UMIEM NIE UMIEM

nie umiem ułożyć sobie życia tak jakbym chciał
nie umiem słuchać innych
nie umiem kochać
nie umiem przyjąć pomocy
nie umiem łatwo poznawać nowych ludzi
nie umiem wyjść na prostą
nie umiem popełnić samobójstwa
nie umiem być tym kim być powinienem
nie umiem nic przydatnego
nie umiem żyć tak jak inni
nie umiem być sobą
nie umiem być kimś innym
nie umiem być normalny
nie umiem zapomnieć

wtorek, 22 września 2009

welly well.

w sumie to zregenerowałem się trochę psychicznie. waksy i świetny koncert w Uchu. ufff.
zobaczymy co dalej będzie. powrót do stanu sprzed tygodnia, mam nadzieje ze dystans też powrócił.
kocham ją. brakuje mi jej.
aaa dałbym sobie może spokój w końcu, ha?

sobota, 19 września 2009

Are you such a dreamer?

EDIT. jestem kompletnym idiotą.

W końcu, po dosyć długiej przerwie od 'startu' bloga postanowiłem w nim coś napisać. Może właściwiej będzie powiedzieć: 'Znalazłem czas'. Żeby jakoś się pozbierać do kupy, zebrać myśli.
Wyrzucić wszystko z siebie, 'wypisać się' z tego wszystkiego. W sumie to powinienem potraktować to jako terapię.

Ostatnio dużo się działo - mam na myśli czas od 3 sierpnia do dzisiaj. Jedno wydarzenie goniło drugie. Rozstanie z ukochaną osobą (tak, z ukochaną. Jedyna rzecz, jedyne uczucie jakiego kiedykolwiek byłem pewien. Ale to nie czas, nie miejsce na wspominanie. Na rzucanie banałami. Na mówienie jak bardzo ją kocham, bez względu na to co się wydarzyło. Jak cholernie nie mogę się pogodzić. Jak bardzo bym chciał żeby wróciła. Cóż, trzeba się pogodzić. Iść dalej, ułożyć życie trochę inaczej. Ale cały czas mam i będę miał nadzieję, że to wszystko wróci. Ona wróci. I będziemy mogli zacząć wszystko od nowa, poprawiając popełnione błędy. Brzmi to cholernie naiwnie, ale nie może inaczej brzmieć, jestem cholernie sentymentalny. I jak już wyżej powiedziałem, jednej rzeczy jestem pewien. Że ją kocham. Ale miałem gadać takich pierdół na ten temat. Ech, zostawmy to na razie. To historia na zupełnie innego posta.) , arcyważne 'przygotowania' do liceum (ten czas tak cholernie szybko płynie?!) poznawanie nowej klasy, szkoły. Okazja do przeniesienia do teoretycznie wymarzonego II LO. Samo przeniesienie. Ech, dużo tego.

Zajmijmy się czymś ogólnym bardziej. Moją kondycją psychiczną? Tym jak się czuję?
To jest cholernie złożone, skomplikowane. Radość z przeniesienia, przemieszana z żalem po opuszczeniu IX LO, po dwóch tygodniach. Szczęście, spowodowane tym, że jestem w klasie z najbliższymi przyjaciółmi, zakrapiane bezradnością, zagubieniem, spowodowanym ledwie paroma dniami w nowej szkole.. Powiedzmy sobie szczerze, nic w życiu nie jest proste, serialowe, jednoznaczne. Nawet miłość.

Miłość... Kiedy czujesz TO do drugiej osoby. Kiedy chcesz być z nią zawsze, cieszysz się samą jej obecnością. Oddychasz nią, żyjesz nią. Szczęście. I to przykre uczucie, kiedy nie możesz z nią znaleźć wspólnego języka. Kiedy gubisz się, nie wiesz co robić, błądzisz po omacku. Kiedy za wszelką cenę próbujesz uniknąć tego co nieuchronne, desperacko bronisz się przed tym. Potem, kiedy próbujesz zrozumieć jej racje, choć jednocześnie błagasz o drugą szansę, błagasz o to żebyście spróbowali zacząć od nowa, nie popełniając tych samych błędów co wcześniej. Kiedy wiesz, że mogłoby się tym razem wszystko potoczyć inaczej. Aż w końcu gdy przychodzi ten moment w którym podczas tej ostatniej decydującej rozmowy próbujesz powstrzymać łzy, bo wiesz co cię czeka. Próbujesz odwlekać to co ma się stać jakąś bzdurną, niezobowiązującą gadką. Potem znowu próbujesz zrozumieć, dlaczego 'tak będzie lepiej'. Z rezygnacją słuchasz tego co ona mówi. Podświadomie czujesz, że wcale nie będzie lepiej! Ale wiesz że musisz to zrobić, dla niej. W tym momencie dla ciebie nie ma ratunku. Próbujecie jeszcze normalnie rozmawiać. I to paskudne, najgorsze na świecie uczucie kiedy się żegnacie. Taaak. Mówicie sobie 'do zobaczenia', ale oboje dobrze wiecie ze kiedy się znowu zobaczycie, będziecie po prostu dwojgiem ludzi.
Przychodzi jakiś szok, otępienie, nieuwaga. Kontrola biletów w autobusie. Cyk, cyk.

Ocknięcie.
Nie ma biletu? 75 złotych na miejscu. Mandat. Potem pierwszy tydzień jest cholernie ciężki. Praktycznie wypłakany. Taak, nie wstydzę się swoich łez. Z czasem wydaje ci się, że wszystko jest ok. Że stajesz na nogi. Ale do czasu. Dopóki nie spotykasz się z nią po miesiącu. Dopóki po przeniesieniu nie lądujesz z nią w tej samej klasie. Próbujesz się zachowywać normalnie, jak przyjaciel. Ale dociera do ciebie, jak bardzo za nią teskniłeś, jak bardzo pragnąłeś ją znowu zobaczyć, JAK BARDZO CHCESZ BY WRÓCIŁA. Łudzisz się, że każdy gest który wykonuje, każde słowo które wypowiada, świadczy o tym, że ona też tego chce, pragnie byście znowu byli razem..


I wciąż nie jesteś w stanie zostawić tego za sobą, oswoić się z tym, że już nie będziecie razem.
A może ja po prostu nie chcę? Może chcę dalej śnić?