niedziela, 25 października 2009

Guybrush Threepwood.




Guybrush Threepwood, główny bohater serii Monkey Island od swojego pierwszego występu, ukazany jest jako kompletny wypłosz, beznadziejnie niekompetentny kandydat na pirata i postrach mórz, z zerowymi umiejętnościami, wystraszony i towarzysko nieobyty aż do przesady. Śmieszy swoją totalną nieporadnością i chronicznym brakiem pewności siebie, szczególnie w stosunku do kobiet - co często redukuje go do gadającej od rzeczy ciepłej kluchy. Jedyne umiejętności jakie pokazuje podczas pierwszej części serii, The Secret of Monkey Island to niemożliwa, prawie nadnaturalna umiejętność do wstrzymywania oddechu przez dziesięć minut i nieco szczęścia, pomagającego mu przetrwać gdy go desperacko potrzebuje.

moje alter ego.

God is empty, just like me.

Taaaak. Dzisiaj obchodzę urodziny. Shit nobody cares about.
^^
w każdym razie, wykorzystując okazję i inspirację jaką dają mi
Smashing Pumpkins czas skrobnąć coś dłuższego niż krótka notatka. Ospa zniechęcała mnie do tego dosyć skutecznie, ale jest już bliżej jej końca niż dalej, kurwy jebanej (będzie wisieć!), humor lepszy jakiś mam i w ogóle atak boskich fluidów.

Dlatego sprezentuję oto coś nowego - początek cyklu pod tytułem 'Siarś zapodaje różne teksty po angielsku i je tłumaczy'. Bez żadnej ściemy, translatora. Tak jak umiem. Czasem podpierając się oficjalnym tłumaczeniem, ale tylko tam gdzie to zaznaczam.
baby have fun, na początek "Zero" wyżej wymienionego boskiego zespołu Billy'ego Corgana.

Pees. żeby nie było - tekst NIE MA NIC WSPÓLNEGO z hmm, tonem moich poprzednich postów. Po prostu zajebisty kawałek z dosyć fajnym tekstem, przyjaznym do tłumaczenia. ;p


http://www.youtube.com/watch?v=xJOGq5XTojo

Oryginał tekstu:

My reflection, dirty mirror
There's no connection to myself
I'm your lover, I'm your zero
I'm the face in your dreams of glass
So save your prayers
For when we're really gonna need'em
Throw out your cares and fly
Wanna go for a ride?

She's the one for me
She's all I really need
Cause she's the one for me
Emptiness is loneliness, and loneliness is cleanliness
And cleanliness is godliness, and god is empty just like me
Intoxicated with the madness, I'm in love with my sadness
Bullshit fakers, enchanted kingdoms
The fashion victims chew their charcoal teeth
I never let on, that I was on a sinking ship
I never let on that I was down
You blame yourself, for what you can't ignore
You blame yourself for wanting more
She's the one for me
She's all I really need
She's the one for me
She's my one and only




Moje wypociny i mozoły:

Me odbicie, w brudnym lustrze
Nic nie łączy mnie z samym sobą
Jestem twym kochankiem, twoim niczym
Twarzą z twoich szklanych snów
Zmów więc paciorek
gdy będziesz go naprawdę potrzebować
Rzuć zmartwienia i leć
Chcesz zabrać się ze mną?

Ona jest tą jedyną
Wszystkim czego potrzebuję
bo jest tą jedyną
Pustka jest samotnością, samotność czystością
czystość boskością, a bóg jest pusty, tak jak ja
Zakażony tym szaleństwem, kocham się we własnym smutku
Pieprzeni pozerzy, zaczarowane królestwa
Modnisie żują swoje poszarzałe ząbki

Nigdy nie powiedziałem, że mój statek tonie
Nigdy nie myślałem, że jestem w dołku
Obwiniasz siebie, za coś czego nie jesteś w stanie ominąć
Obwiniasz siebie za to że pragniesz więcej

Ona jest tą jedyną
Wszystkim czego potrzebuję
Ona jest tą jedyną
Jedną jedyną

niedziela, 18 października 2009

coś trza by było napisać w końcu. tylko co?
przy okazji, zastanwaiam się nad przeprowadzką na wordpressa.

wtorek, 6 października 2009

sailing on the seas of cheese.

JEDZIEM SKURWYSYNY! NA POHYBEL CZARNYM I CZERWONYM, NA POHYBEL WSZYSTKIM.
wracamy do życia, że tak powiem o sobie w liczbie mnogiej.

niedziela, 4 października 2009


obrazek jakby żywcem wyjęty z mojej własnej niezbyt odległej przeszłości, więc musiał zostać wstawiony. for old time's sake!
zarwana nocka plus parę radosnych i bolesnych wspomnień. ale nie jest źle.

niedziela, 27 września 2009

I DON'T LIKE WHERE THIS BLOG IS GOING.


well, i ain't.
postaram się dzisaj w nadchodzącym tygodniu skrobnąć jakiegoś updejta bliższego założeniom bloga.

środa, 23 września 2009

it's time, mr. freeman

wake up. wake up and smell the ashes.
trza się ogarnąć. albo zamknąć i nie wychodzić.

NIE UMIEM NIE UMIEM NIE UMIEM

nie umiem ułożyć sobie życia tak jakbym chciał
nie umiem słuchać innych
nie umiem kochać
nie umiem przyjąć pomocy
nie umiem łatwo poznawać nowych ludzi
nie umiem wyjść na prostą
nie umiem popełnić samobójstwa
nie umiem być tym kim być powinienem
nie umiem nic przydatnego
nie umiem żyć tak jak inni
nie umiem być sobą
nie umiem być kimś innym
nie umiem być normalny
nie umiem zapomnieć

wtorek, 22 września 2009

welly well.

w sumie to zregenerowałem się trochę psychicznie. waksy i świetny koncert w Uchu. ufff.
zobaczymy co dalej będzie. powrót do stanu sprzed tygodnia, mam nadzieje ze dystans też powrócił.
kocham ją. brakuje mi jej.
aaa dałbym sobie może spokój w końcu, ha?

sobota, 19 września 2009

Are you such a dreamer?

EDIT. jestem kompletnym idiotą.

W końcu, po dosyć długiej przerwie od 'startu' bloga postanowiłem w nim coś napisać. Może właściwiej będzie powiedzieć: 'Znalazłem czas'. Żeby jakoś się pozbierać do kupy, zebrać myśli.
Wyrzucić wszystko z siebie, 'wypisać się' z tego wszystkiego. W sumie to powinienem potraktować to jako terapię.

Ostatnio dużo się działo - mam na myśli czas od 3 sierpnia do dzisiaj. Jedno wydarzenie goniło drugie. Rozstanie z ukochaną osobą (tak, z ukochaną. Jedyna rzecz, jedyne uczucie jakiego kiedykolwiek byłem pewien. Ale to nie czas, nie miejsce na wspominanie. Na rzucanie banałami. Na mówienie jak bardzo ją kocham, bez względu na to co się wydarzyło. Jak cholernie nie mogę się pogodzić. Jak bardzo bym chciał żeby wróciła. Cóż, trzeba się pogodzić. Iść dalej, ułożyć życie trochę inaczej. Ale cały czas mam i będę miał nadzieję, że to wszystko wróci. Ona wróci. I będziemy mogli zacząć wszystko od nowa, poprawiając popełnione błędy. Brzmi to cholernie naiwnie, ale nie może inaczej brzmieć, jestem cholernie sentymentalny. I jak już wyżej powiedziałem, jednej rzeczy jestem pewien. Że ją kocham. Ale miałem gadać takich pierdół na ten temat. Ech, zostawmy to na razie. To historia na zupełnie innego posta.) , arcyważne 'przygotowania' do liceum (ten czas tak cholernie szybko płynie?!) poznawanie nowej klasy, szkoły. Okazja do przeniesienia do teoretycznie wymarzonego II LO. Samo przeniesienie. Ech, dużo tego.

Zajmijmy się czymś ogólnym bardziej. Moją kondycją psychiczną? Tym jak się czuję?
To jest cholernie złożone, skomplikowane. Radość z przeniesienia, przemieszana z żalem po opuszczeniu IX LO, po dwóch tygodniach. Szczęście, spowodowane tym, że jestem w klasie z najbliższymi przyjaciółmi, zakrapiane bezradnością, zagubieniem, spowodowanym ledwie paroma dniami w nowej szkole.. Powiedzmy sobie szczerze, nic w życiu nie jest proste, serialowe, jednoznaczne. Nawet miłość.

Miłość... Kiedy czujesz TO do drugiej osoby. Kiedy chcesz być z nią zawsze, cieszysz się samą jej obecnością. Oddychasz nią, żyjesz nią. Szczęście. I to przykre uczucie, kiedy nie możesz z nią znaleźć wspólnego języka. Kiedy gubisz się, nie wiesz co robić, błądzisz po omacku. Kiedy za wszelką cenę próbujesz uniknąć tego co nieuchronne, desperacko bronisz się przed tym. Potem, kiedy próbujesz zrozumieć jej racje, choć jednocześnie błagasz o drugą szansę, błagasz o to żebyście spróbowali zacząć od nowa, nie popełniając tych samych błędów co wcześniej. Kiedy wiesz, że mogłoby się tym razem wszystko potoczyć inaczej. Aż w końcu gdy przychodzi ten moment w którym podczas tej ostatniej decydującej rozmowy próbujesz powstrzymać łzy, bo wiesz co cię czeka. Próbujesz odwlekać to co ma się stać jakąś bzdurną, niezobowiązującą gadką. Potem znowu próbujesz zrozumieć, dlaczego 'tak będzie lepiej'. Z rezygnacją słuchasz tego co ona mówi. Podświadomie czujesz, że wcale nie będzie lepiej! Ale wiesz że musisz to zrobić, dla niej. W tym momencie dla ciebie nie ma ratunku. Próbujecie jeszcze normalnie rozmawiać. I to paskudne, najgorsze na świecie uczucie kiedy się żegnacie. Taaak. Mówicie sobie 'do zobaczenia', ale oboje dobrze wiecie ze kiedy się znowu zobaczycie, będziecie po prostu dwojgiem ludzi.
Przychodzi jakiś szok, otępienie, nieuwaga. Kontrola biletów w autobusie. Cyk, cyk.

Ocknięcie.
Nie ma biletu? 75 złotych na miejscu. Mandat. Potem pierwszy tydzień jest cholernie ciężki. Praktycznie wypłakany. Taak, nie wstydzę się swoich łez. Z czasem wydaje ci się, że wszystko jest ok. Że stajesz na nogi. Ale do czasu. Dopóki nie spotykasz się z nią po miesiącu. Dopóki po przeniesieniu nie lądujesz z nią w tej samej klasie. Próbujesz się zachowywać normalnie, jak przyjaciel. Ale dociera do ciebie, jak bardzo za nią teskniłeś, jak bardzo pragnąłeś ją znowu zobaczyć, JAK BARDZO CHCESZ BY WRÓCIŁA. Łudzisz się, że każdy gest który wykonuje, każde słowo które wypowiada, świadczy o tym, że ona też tego chce, pragnie byście znowu byli razem..


I wciąż nie jesteś w stanie zostawić tego za sobą, oswoić się z tym, że już nie będziecie razem.
A może ja po prostu nie chcę? Może chcę dalej śnić?

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Introdakszyn

EDIT. Taki jest mniej więcej ostateczny layout mega super hiper bloga. Praca skończona!
HIP HIP...!

i oto dorobiłem się własnego bloga. heh, dziwne uczucie.
ale dosyć gadania, czas się zabrać do roboty - to co tu widzicie to na razie wersja mocno beta,
muszę jeszcze troszkę pracy włożyć w tego bloga.
traktujcie to jako prapremierę.
co do apdejtów - będą kiedy będą, na pewno w miarę regularnie, co parę dni, nie obiecuję że codziennie, ale... zobaczymy.
HOWGH.

Ps. sugestie, wyrazy współczucia i krytykę zostawiajcie w komentarzach.